stół dębowy

Stół jak nowy

Następny pacjent wyjechał z pracowni wyleczony. Był trochę zmęczony życiem i wymagał natychmiastowego leczenia. Poobijany i poobcierany przez lata stracił swój blask.

Blat już nie nadawał się do naprawy, pozostało mi tylko dać mu nową szatę w postaci forniru. Lecz najpierw trzeba było pozbyć się starego. Ja robię to podgrzewając fornir żelazkiem poprzez mokrą szmatkę by puścił  klej i zdzieram go szpachelką.

Po zaszpachlowaniu wszystkich ubytków i wyszlifowaniu nierówności można zacząć kleić fornir. Używam do tego celu kleju kontaktowego lub jak mam więcej czasu kleju skórnego na gorąco. Fornir naklejam z naddatkiem i przy łączeniu z następnym kawałkiem przycinam, tak jak tnie się tapetę czy wykładzinę poprzez dwie warstwy. Wtedy elementy idealnie do siebie pasują.

Tak kawałek po kawałku pokrywam blat.

Zanim wyklei się cały blat to trochę wody w Wiśle upłynie. Na taki blat potrzeba praktycznie cały dzień, zależy od wielkości.  Na ten potrzebowałem 24 kawałków forniru dębowego.

Tak właśnie wyglądał po godzinach pracy z fornirem.

Nogi stołu też wymagały naprawy.  Same nogi były z drewna sosnowego na których był dębowy fornir. W części dolnej na rogach były poobdzierane z forniru. Tylko wzmocnienie w postaci krzyżaka było z litego drewna dębowego. Na nogach chyba naliczyłem 27 ubytków, które uzupełniłem.

Po tych wszystkich zabiegach, można było w końcu nanieść nowy lakier. Stół jest rozkładany, wkład jak to w większości takich stołów jest z drewna sosnowego.

Tak po wielu godzinach szlifowania, klejenia, lakierowania, można podziwiać efekt włożonej w niego pracy, serca i cierpliwości.